wtorek, 3 stycznia 2017

Płyn micelarny Garnier z olejkiem arganowym-dlaczego się u mnie nie sprawdził? Jakiego płynu używam obecnie*

Płyn micelarny Garnier z olejkiem arganowym-dlaczego się u mnie nie sprawdził? Jakiego płynu używam obecnie*
Dwa miesiące temu zakupiłam płyn Garnier z olejkiem arganowym. Pierwsze testy wypadły bardzo pozytywnie i nie mogłam doczekać się momentu, aż zakończę płyn który wówczas używałam i przerzucę się na garniera. Pierwsze użycia były zdecydowanie zadawalające, nieźle zmywał makijaż, pięknie pachniał i miał bardzo dużą pojemność jak na tego rodzaju specyfik.
Pierwsze problemy pojawiły się w momencie, kiedy po wyczyszczeniu wieczornym twarzy, nakladalam krem/olejek. Z rana budziłam się z buzią pełną niedoskonałości, ale jeszcze wtedy nie znałam winowajcy i zrzucałam winę na szalejące hormony. Używałam Garniera nadal, a niedoskonałości wciąż nie znikały. Ostatecznie zorientowałam się co jest winowajcą i już po kilku dniach od odstawienia stan cery się poprawił. 

Od początku przeszkadzała mi tłustawa warstwa którą zostawiał po demakijażu i myślę że to właśnie ona tak wpłynęła na stan cery. Płynu zostało mi troszkę ponad połowa, ale jestem zmuszona się go pozbyć :( Szkoda mi ze względu na cudowny zapach i fakt iż bardzo dobrze czyscił z wszelkiego makijażu.
Po przykrej przygodzie z Garnierem trafiłam na Be Beauty w biedronce, w fajnej promocji (ok.7zl). Miałam już kiedyś ten płyn, sprawdzał się bardzo dobrze i teraz również okazał się strzałem w dziesiątkę. Po kilku dniach od rozpoczęcia użytkowania, już zaczęłam dostrzegać zmianę w stanie cery na plus. Obecnie, po ponad dwóch tygodniach używania, zostały mi już nieliczne niedoskonałości, które i tak już się goją. Zapach ma niezbyt przyjemny, ale w trakcie testów okazało się, że zmywa makijaż nawet lepiej od Garniera.
Z tego co zauważyłam Be Beauty może delikatnie przesuszać, ale wcale mnie to nie zraża, ważne że stan cery się poprawił i nie muszę wstydzić się wyjść poza dom :)

wtorek, 27 grudnia 2016

Gumki sprężynki *Invisibobble *Invisibobble Nano *podróbki

Gumki sprężynki *Invisibobble *Invisibobble Nano *podróbki
Gumki sprężynki są w mojej kosmetyczce od co najmniej dwóch lat. Zaczynałam swoją przygodę od Invisibobble, potem dołączyły do nich dwie podróbki które otrzymalam w prezencie, a na końcu pojawiły się drobniutkie Invisibobble Nano, które od razu skradły moje serce.

Oryginalne Invisibobble to już właściwie niesłabnący faworyt wśród gumek. Przez dwa lata użytkowania ani razu nie zdarzyło się ze pękła. Nie ciągnie włosów, słabo je odgniata i trzyma bardzo stabilny kucyk. Są świetne nawet do ćwiczeń, włosy nigdzie nie uciekają, a przede wszystkim ich nie niszczą.

Wszelkie rozciagniecia możemy usunąć poprzez zalanie gumek wrzątkiem :) wyglądają ponownie jak nowe. Niedługo zamierzam zamówić inne kolory, z pewnością pojawią się w nowościach.

Teraz troszkę o wadach. A właściwie tylko jednej wadzie, otóż Invisibobble zmieniają kolor, tzn. żółkną, po dłuższym czasie użytkowania (moje są dwuletnie:) )

Tutaj na zdjęciu widać trzy rodzaje gumek:biała, przezroczysta i przezroczyste z brokatem. Miałam jeszcze jasnoróżową, która też się przebarwiła i zdążyłam ją wyrzucić :)

Tutaj dla przykładu nowa Invisibobble Nano przezroczysta i stara Invisibobble również przezroczysta. Przeszkadza to niestety w użytkowaniu, więc starą będę musiała wyrzucić.
Mimo tej wady, uważam że warto używać tych gumek. Zaznaczam że kolor zmienił się po około roku użytkowania, co i tak daje bardzo dobry wynik porównując do np. materiałowych gumek. Zdecydowanie polecam :)

Tutaj mam gumkę która dostałam w prezencie i jest to podróbka :) różni się od oryginalnych przede wszystkim materiałem i rozciagliwoscią, ale muszę przyznać że w użytkowaniu jest równie dobra co oryginał :) mam ją ponad rok i bardzo lubię ją używać na równi z innymi, zwłaszcza do olejowania, bo mi jej nie szkoda.

Kolejna podróbka, zupełny niewypał. Nie trzyma w ogóle włosów, ciągnie, bardzo delikatna i bezużyteczna. Jeśli zobaczycie coś podobnego w sklepie, to uprzedzam, nie warto :) Większość podróbek ma problem z tym, że są albo bardzo delikatne, albo bardzo twarde i ciągną włosy. Nie jestem w stanie ich polecić, bo mimo iż trafiła mi się jedna perełka, to w większości były to gumki skazane od razu na śmietnik.

Invisibble Nano jest mniejszą wersją invisibobble, idealną do warkoczyków, spinania mniejszej ilości włosów. Z nimi można kombinować z fryzurą, te w kolorze przezroczystym są na włosach mało widoczne. Tak samo dobre i bezproblemowe co te klasyczne. Tylko trzeba uważać aby ich za szybko nie zgubić :)

niedziela, 25 grudnia 2016

wtorek, 20 grudnia 2016

Czym zabezpieczać końcówki włosów przed rozdwajaniem* LOREAL MYTHIC OIL* DAVINES OI OIL*

Czym zabezpieczać końcówki włosów przed rozdwajaniem* LOREAL MYTHIC OIL* DAVINES OI OIL*
Podczas mojej długiej drogi w walce o piękne włosy, przewinęło się przez moją półkę kosmetyczkę mnóstwo produktów które miały zabezpieczać moje rozdwojone końcówki. Miałam wiele z tym problemu, gdyż moje włosy z uporem maniaka wciąż się łamały/rozdwajały mimo bogatej pielęgnacji. Przy rozpoczęciu pielęgnacji, moje włosy były zdecydowanie wysokiej porowatości, a obecnie jest to średnia porowatość. Do tej pory udało mi się odnaleźć dwóch ulubieńców w kwestii zabezpieczania.

Oi Oil od Davines był bardzo długi czas moim niekwestionowanym ulubieńcem, nawet nie byłam w stanie sobie wyobrazić co się stanie, gdy mi się w końcu skończy, a mi zabraknie środków na kupno kolejnej buteleczki. I tu jest właśnie pies pogrzebany, gdyż za 50 ml musimy zapłacić kwotę ok. 50zł, większy format (bodajże 135 ml) możemy dostać za kwotę ok. 110zł, co samo w sobie jest dość sporą sumą jak na mój skromny portfelik :) 
Ale do rzeczy, olejek ten pachnie przepięknie, jest to zdecydowanie mój faworyt zapachowy w kosmetykach do włosów. Jest on bardzo elegancki. Konsystencje ma dosyć gęstą i w pierwszej chwili miałam (mylne) wrażenie, że będzie szybciej przetłuszczać przez to włosy. Po użyciu jednak nie ma po nim tłustego śladu, możemy nałożyć go naprawdę sporo i włosy nie będą posklejane, za to wyczuwa się od razu silikony, włosy przez to robią się śliskie i gładkie. Po  kilku miesiącach od rozpoczęcia stosowania zauważyłam, że pojawiło się dużo mniej problemów z moimi końcówkami, rozdwojonych znalazłam dosłownie kilka na moich włosach. Olejek starczył mi na jakieś 4 miesiące, z tym że stosowałam go w monstrualnych ilościach, z rana, w południe, przed snem i gdy zachce mi się ładnie pachnieć :D Polecam zwłaszcza dla dziewczyn z włosami przetłuszczającymi się, niską porowatością :) (skład i opinie- LINK)

Mythic Oil od Loreal Professionel to już właściwie gwiazda w blogosferze, wiele dziewczyn go chwali, w tym także i ja. Spory czas wzbraniałam się przed nim, gdyż posiada w swoim składzie benzyl alkohol, który zawsze nie pasował moim włosom, nawet w minimalnych ilościach (Kerastase Elixir Ultime poszedł praktycznie cały na śmietnik, co przy jego cenie bardzo bolało:( ), ale miałam okazję wypróbować ten olejek u koleżanki i okazał się strzałem w dziesiątkę.
Mythic oil podobnie jak Oi Oil ma przepiękny zapach, również elegancki, ale akurat ten drugi w tej kategorii wygrywa. Mythic oil zresztą już może sprawiać drobne problemy przy włosach szybko przetłuszczających się, łatwiej jest z nim przesadzić i wywołać niekontrolowany "przetłuszcz". Za to zdecydowanie wygrywa cenowo, gdyż za 100ml płacimy ok. 55 zł. Świetnie zabezpiecza końcówki, włosy są bardzo błyszczące, gładkie i wyglądające zdrowo. Starcza również na bardzo długo, mam go około pół roku, a zużyłam jedynie 1/3 buteleczki. Bardzo mi pomaga w utrzymaniu końcówek w stanie zdrowym i myślę, że nadal będę go kupować, bo za tę cenę, taka ilość i jakość są naprawdę rewelacyjne :) Polecam zwłaszcza dla osób z wysoką porowatością, jak i tym w kierunku średniej :) (skład i opinie-LINK)
Macie jakieś ulubione olejki warte polecenia?

czwartek, 15 grudnia 2016

DLACZEGO CAŁKOWICIE ZREZYGNOWAŁAM Z SLS I SLES* ZALETY ŁAGODNEGO MYCIA WŁOSÓW*ULUBIONE SZAMPONY*

DLACZEGO CAŁKOWICIE ZREZYGNOWAŁAM Z SLS I SLES* ZALETY ŁAGODNEGO MYCIA WŁOSÓW*ULUBIONE SZAMPONY*
W poprzednich postach wspominałam już, że jestem włosomaniaczką. Co prawda mój zapał w pielęgnacji włosów, po paru latach nieco już ostygł, ale nadal staram się utrzymywać podstawy pielęgnacji. Największym przełomem było regularne stosowanie produktów myjących delikatnych, bez SLS i SLES, a nie powiem, było to dla mnie bardzo trudne :) Moje włosy do momentu rozpoczęcia włosomaniactwa były przez 5 lat regularnie farbowane, a przez 7 lat codziennie prostowane. Kruszyły mi się niesamowicie, wypadały praktycznie przez całe moje życie, ale w tym czasie w ogromnych ilościach. Posiadałam włosy wysokoporowate, kręcone i bardzo niesforne :) Pierwsze podejścia do łagodnej pielęgnacji były szczerze mówiąc nieudane, miałam uczucie niedomycia, włosy były splątane, a szampon się bardzo kiepsko pienił. Pamiętam że był to szampon Babydream i że po paru dniach dostałam gratis też łupież :D Szybko porzuciłam zamysł delikatnego mycia włosów, a wróciłam do niego dopiero dwa lata temu, przy okazji keratynowego prostowania włosów. Keratyna ma to do siebie że przy SLS i SLES szybko się wypłukuje, więc byłam skazana na stosowanie tylko delikatnych detergentów :)
Przez moje ręce przewinęło się mnóstwo delikatnych szamponów, z czego mam swoich trzech ulubieńców. Szampon Vianka normalizujący do włosów normalnych i przetłuszczających przedstawiałam już w jednym z poprzednim postów, krótko tylko wspomnę, że bardzo się z nim polubiłam- jest delikatny, świetnie domywa włosy, dodaje objętości, ale myślę że powinno się po stosować co drugie-trzecie mycie, ze względu na zawartość ziół, które mogą działać wysuszająco, Pachnie bardzo ziołami :)

Następny jest szampon, który stosuje do mocniejszego domycia włosów. Jest to Alterra szampon nawilżający bio-owoc granatu & bio-aloes do włosów suchych i zniszczonych. Stosuje go nie za często, właściwie tylko, gdy czuje że moje włosy sprawiają wrażenie obciążonych, gdyż świetnie przywraca im objętość i sypkość. Zawiera Sodium Coco-Sulfate który jest delikatniejszym odpowiednikiem SLS, gliceryne, ekstrakt z granatu, oraz ekstrakt z aloesu. Pachnie bardzo ładnie, czuć aloes, czuć granat, więc nie mam zastrzeżeń. Z całej tej trójki mam wrażenie że pieni się najlepiej :)
Szampon Biolaven z olejem z pestek winogron & olejkiem lawendowym jest moim bardzo długo stosowanym hitem. Używam go regularnie od półtora roku, od czasu do czasu zdradzę go na rzecz czegoś tańszego, ale zawsze wracam z podkulonym ogonem :) Z tej całej trójki jest zdecydowanie najdelikatniejszy, nadaje się idealnie do codziennego stosowania. Pieni się przyzwoicie, a jeśli nie chce, można rozcieńczyć go wodą i mamy dużo piany :) Delikatny winogronowo-lewandowy zapach, to jego duży atut, myślę że dla większości osób przypadnie on do gustu. Domywa bardzo dobrze, włosy są po nim delikatne,nawilżone i śliskie. Skład to oczywiście bajki, trudno znaleźć szampon tak delikatny i nieobciążający, a to zdecydowanie mój ideał.

Co dało mi stosowanie łagodnych szamponów? Przede wszystkim pozbyłam się podrażnienia skalpu, które prześladowało mnie przy stosowaniu mocniejszych detergentów. Warto wspomnieć o tym, że znacznie zmniejszyło mi się wypadanie włosów. Praktycznie całe życie z tym walczę, ale po zmianie na łagodne mycie, znacząco się zmniejszyło. Końcówki również wydają się zadowolone, są zdecydowanie bardziej nawilżone, mniej się łamią i są bardziej posłuszne po myciu. Zdecydowanie polecam spróbować przestawić się na szampony łagodne, zwłaszcza, jeśli pojawiają Wam się oznaki podrażnienia skalpu, problemy skórne :)
Od lewej: Vianek, Alterra, Biolaven
Macie jakieś swoje ulubione delikatne szampony?

czwartek, 8 grudnia 2016

TRZY ŚWIETNE KOLOROWE KOSMETYKI Z ROSSMANNA ZA MNIEJ NIŻ 15 ZŁ*

TRZY ŚWIETNE KOLOROWE KOSMETYKI Z ROSSMANNA ZA MNIEJ NIŻ 15 ZŁ*
Dziś chciałabym opisać moje trzy hity kosmetyczne poniżej 15 zł, z jednej z najpopularniejszych drogerii. Używam ich już od wielu miesięcy, bardzo dobrze sprawdzają się w codziennym makijażu i zdecydowanie zasłużyły na miano ulubieńców.
Pierwszym z nich jest rozświetlacz firmy Lovely w odcieniu #silver. Dużo większą popularnością cieszy się jego złoty brat, ale w przypadku chłodnego typu urody, nie będzie się on sprawdzać tak dobrze jak srebrny.
Po nałożeniu pozostawia przepiękną, srebrną tafle, bez chamskiego brokatu. Efekt możemy stopniować, ale tak na prawdę bardzo ciężko jest z nim przesadzić :) Bardzo lubię efekt świeżości jaki pozostawia, świetnie nadaje się również do rozświetlenia wewnętrznego kącika oka, a czasem, gdy nie chce mi się malować, delikatnie wklepuje niewielką ilość na powiekę, maluję rzęsy i wychodzi mi delikatny, błyszczący makijaż :) Jest mega trwały, na mojej buzi trzyma się 10-12 godzin. Cena? ok. 10zł
Drugim produktem jest Miss Sporty Studio Lash Eyeliner. Był to mój pierwszy eyeliner z którym początkowo nie bardzo umiałam sobie poradzić, ale z czasem nabrałam wprawy i kreski zaczęły wychodzić coraz ładniejsze. Zaczęłam przerzucać się na inne produkty tego typu, ale zawsze wracałam do tego. Jest bardzo trwały, precyzyjny, ale trzeba uważać aby zetrzeć nadmiar produktu, bo inaczej powstaną nam placki :) Zasycha dosłownie sekundy i nie migruje po twarzy nawet w wilgotną pogodę. Kosztuje około 8zł.
Kreska bajecznie krzywa, ale tak to jest gdy na siłę i na szybko się staramy :D
Ostatnim już produktem jest osławiony w blogosferze tusz Lovely Curling Pump Up. Tego Pana właściwie nie trzeba przedstawiać, idealnie wydłuża rzęsy, delikatnie pogrubia, nie robi grudek. Jest to moje któreś opakowanie i powiem szczerze, że nadal będę go używać, mimo iż mam w kosmetyczce sporo droższych tuszy. Używam go głównie na rzęsy górne, gdyż na moich wiecznie wilgotnych oczach obawiam się odbijania.
Można go śmiało porównać do tuszu Max Factora 2000 Calorie, gdyż oba tusze na rzęsach wyglądają i zachowują się niemal identycznie. Różnicą jest jedynie cena, bo za Lovely zapłacimy tylko około 11 złotych. Jedyną jego wadą jest reakcja na wilgoć (i to tylko zimą), ale tak jak już wyżej pisałam, wystarczy dolne rzęsy pomalować maskarą wodoodporną.
Szczoteczka delikatnie wygięta, pozwala na dotarcie do nawet najkrótszych rzęs. Polecam zdecydowanie, bo mimo swojej małej wady, zdecydowanie wart jest swojej ceny, a nawet wyższej :)
Bardzo lubię takie tanie perełki, czuje się zdecydowanie lepiej, gdy wiem że mój portfel nie będzie świecić pustkami, po wizycie w drogerii :)
Będę wdzięczna jeśli polecicie mi więcej tanich- ale dobrych produktów :)



środa, 7 grudnia 2016

Yope Vanilla*cinamon mydlo w plynie

Yope Vanilla*cinamon mydlo w plynie
Mydło firmy Yope wpadło mi w oko podczas drobnych zakupów w drogerii, a uroczy królik skusił do dodania do koszyka. Pierwotnie miało służyć mi do mycia rąk, ale już po pierwszym użyciu zdecydowałam, że będę je używać również pod prysznicem. Pierwsze co mnie w nim urzekło, to cudowny waniliowy zapach. Nigdy nie byłam fanką wanilii, w woskach czy świecach staram się jej unikać, a to ze względu na to, że wywołuje u mnie ból głowy. W mydełku Yope wanilia jest zupełnie inna, subtelna, delikatna, ale równie bardzo słodka. Przez wanilię przewija się subtelny zapach cynamonu, tworząc mieszankę idealną. Ten piękny aromat utrzymuje się bardzo długo, nawet po 40 minutach byłam w stanie go wywęszyć na swoim ciele :) Ten wariant mydełka mogę polecić każdemu, kto pierwszy raz ma styczność z tą serią.
Należy zdecydowanie do bardzo delikatnych myjadeł, szukałam już od dawna żelu pod prysznic który nie będzie miał w składzie sls'u i sles'u i niestety okazało że w polskich drogeriach ciężko na taki produkt trafić. Po zwykłym żelu zawsze musiałam stosować nawilżający balsam do ciała, skóra była nieznośnie sucha, bardzo często schodziła mi z łydek. Mydło od Yope zdecydowanie poradziło sobie z tym problemem, skóra po myciu nigdy nie była podrażniona, nawet w okresie letnim czy zimowym. Pojemność 500 ml oczywiście działa na plus, nie zużyje się go za szybko (mi zużycie zajęło koło 2 miesięcy codziennego stosowania). Jedyną wadą może być pompka, która niestety po miesiącu zaczęła się zacinać, ale i tak nie utrudniało to bardzo wydobycia :)
Po udanej przygodzie z Wanilią i cynamonem skusiłam się na wariant mydła z werbeną (który już mnie tak nie oczarował) oraz wersję do rąk z goździkiem (tutaj zupełny niewypał, okropny zapach). Cena to około 15 zł za 500ml, ale myślę że warto czasem zainwestować w coś delikatnego dla naszej skóry. Zdecydowanie polecam :)

Copyright © 2016 Lekko urodowo , Blogger